Bio

Fotografia to dla mnie coś więcej niż hobby. To genialny pretekst, żeby wyjść z domu. Albo, kurcze, może jest odwrotnie? Może to wyjście z domu jest pretekstem, żeby zabrać ze sobą aparat? Tak czy siak, uwielbiam trzymać aparat fotograficzny w dłoni i patrzeć przez wizjer. Bez fotografii pewnie nadal myślałbym, że LSD to tylko jakiś chemiczny wynalazek, a nie epicka impreza rowerowa z cyklu Local Series of Downhill. Nie pojechałbym do Wrocławia, żeby podziwiać latające psy (tak, to się dzieje!), nie zerwałbym się o drugiej w nocy, żeby uchwycić kwitnące krokusy w Tatrach, nie włóczyłbym się po tylu kościołach ani nie zajrzałbym w samo dno kopalnianego wyrobiska, żeby fotografować motocyklistów. Krótko mówiąc, bez aparatu byłbym uboższy o całą masę wspomnień i... o umiejętność dostrzegania drobiazgów, które większości umykają.
I jeszcze mała uwaga techniczna: niektóre galerie są zamknięte na kłódkę i wymagają logowania. To niestety efekt zawiłości polskiego prawa dotyczącego publikacji zdjęć z imprez masowych. No cóż, niewiele mogę z tym fantem zrobić. Ale mogę za to gwaranotwać, że to, co jest publiczne, jest warte uwagi!